Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


POETA MÓWI:


Gasnę gwiazdą na niebie — i zapalam się różą w ogrodzie...
Więdnę różą czerwoną — i zakwitam lilją na wodzie...
Ginę lilją umarłą — i znów rodzę się gwiazdą na wschodzie.

Czuję krwi mojej tętno w śpiewającym potoku doliny...
Czuję krwi mojej tętno w dzikim huku wzburzonej głębiny...
Czuję krwi mojej tętno w biciu serca zakochanej dziewczyny.

Śpiewam w duszy skowronków o modrego poranku chwili...
Tańczę nad kwietną łąką w majowej ulewie motyli...
Drzemię w pąkach konwalji, nim je wiosna uśmiechem rozchyli.

Gniew mój bije piorunem i zapala łuny płomieni.
Radość moja wybucha srebrzystem szaleństwem strumieni.
Moja tęsknota płacze w poszumie złotej jesieni.