Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/010

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



PATRZĄC KU NIEBU

I.

Gdy patrzę na góry ogromne,
na bliskie niebiosów skały, —
myślę, jak bardzo człowiek
przyziemny jest i mały...

Gdy słucham, kiedy las szumi
lub śpiewa wiosenna rzeka, —
myślę, jak bardzo cichy
i słaby jest głos człowieka.


II.

Szept dębów i czarnych sosen,
nurt fali, bijącej o głazy,
jak bardzo jest wymowny,
gdy z nim ludzkie porównać wyrazy.

I jedno słowo: wiosna,
ileż ma w sobie odcieni,
mówione ustami kwiatów
i drzew i leśnych strumieni...