Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ten tego ów tamtego czernidłem obdziela
aż wreszcie z samych łotrów składa się kapela
i batuta-ideał musi przyznać z placzem,
że choć są instrumenty, zagrać niema na czem.



PYTANIE.


Powiem państwu zagadkę:
...Runął dom prastary,
były i straty wielkie i w ludziach ofiary
Żywi w płacz! Ale zamiast budować gmach nowy,
nuż szukać, kto był sprawcą ruiny budowy?
Więc jedni osądzili: »ci na pierwszym piętrze,
nazbyt wielkim ciężarem wypełniwszy wnętrze«.
Więc inni: »ci z suteren, w właściwych momentach
nie dostrzegłszy, że dom się chwieje w fundamentach«.
A inni jeszcze będąc odmiennego zdania
twierdzili, że przyczyną zbyt słabe wiązania,
że przeto ci, co bliżej gnieździli się dachu
są głównymi sprawcami katastrofy gmachu.
Wreszcie po długich kłótniach i ciętych debatach,
po wyszukaniu winnych, obliczonych stratach,
uradzono z niemałym naprężeniem czoła
odbudować gmach dawny, lecz inaczej zgoła.
Projektów było dużo, sporów drugie tyle,
wreszcie zesłały losy osobliwą chwilę,
że nastąpiła zgoda, ale warunkowo,
iż gmach architekturę posiąść musi nową.
Więc z dawnych fundamentów: głazów, cegły, ciosu,
ma być dach, by się łatwiej oparł wiatrom losu.
Co bywało w pośrodku, — zużytkować w dole.
Dawnym dachem zaś nowy przegrodzić w półkole
W ten sposób ominąwszy błąd dawnej struktury