Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


u których to we zwyczaju,
że choć ich kijem nie wyprosić z kraju,
choć na naszym chlebie tyją,
co rok objedzą, opiją,
a jednak, niewdzięczni przecie,
spotwarzają nas po świecie«.
1818 r.



OWIECZKA I OBRAZ.


Widząc owieczka obraz Teniera sławny,
pasterz grając na flecie, trzodzie tam przewodzi,
rzekła, westchnąwszy: »Musi to być pasterz dawny,
bo dzisiejszy z batem chodzi«.



ZERA.


Był przed zerami jeden postawiony,
stąd się zrobiły miliony.
Lecz dumne zera nie mogły się zgodzić,
by miał im jeden przewodzić.

»My staniemy na czele, alboż to nas mało«?
rzekły zera. Stanęły. Cóż się z niemi stało?
Co były milionami, dziś są niczem zera.
Szanujcież, kiedy macie ludy bohatera.
1818 r.