Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że je w swoich więzach trzyma.
»Patrzcie«, wołała, »patrzcie dumne wały,
coście w tej śmiesznej wolności bujały,
w jakich jesteście okowach!
Oto was każdy przychodzeń
depce, rąbie codzień,
i byle kałmuk jeździ wam po głowach.
A wy cóż na to? ani mruknąć śmiecie:
takie to was jarzmo gniecie,
tak to zima włada«!
»Prawda, że jesteś niezmiernie zażarta«,
tak jej z pod Tatrów, na swej urnie wsparta,
stara Wisła odpowiada,
»nie wszędzie przecież cięży twa potęga,
zawsze tam, zawsze pod tym twardym lodem
śmiały i wolny nurt mój płynie spodem,
tam twoja władza nie sięga.
Niech tylko moje słońce mi zabłyśnie,
wkrótce ta cała przestrzeń lodów pryśnie,
te śniegi nawet, któreś tu zuchwała
w przepaści gór tych nawiała,
same mi kiedyś pomogą
zrzucić twoję przemoc srogą...
Dmij więc, dmij groźnie z twemi Akwilony,
ścinaj, krępuj nurt ścieśniony...
Śpieszącej wiosny nie zatrzymasz w pędzie,
pójdziesz, skąd przyszłaś, Wisła Wisłą będzie«!



KONIK POLNY I MRÓWKA.


Konik polny, co swój cały
pośród lata czas prześpiewał,
tak był na zimę zgłodniały,
że tylko wiatr nim powiewał.