Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdyś był okazyą, żem dziś od kochany
żony pierwszy raz jestem uściskany.
Droższa mi miłość, której pragnę dawno,
niż drogie rzeczy, które kradniesz jawno!«
Zawstydał żonę miłością tak wielką
i uczynił ją sobie przyjacielką.
Każdy, co rozum masz, mój mężu, w głowie,
nie sprzeciwiaj się nigdy Białejgłowie:
złamiesz dobrocią gorszą nad złe Duchy;
na miód, nie na żółć, łowią ludzie muchy.



86. WRÓBEL, DZIW, DZIW...


Vael hominum genus, damno
non commodo natos.


— — — — — — — — — — — —
Wróbel z dalekich aż do Polskich krajów
przyleciał (jeśli wierzym dziejom bajów),
widzi obszary obszerne zasiane,
widzi po polach i kopy zebrane,
nikt nie pilnuje, każdy gnuśno zbiera,
widzi, że każde ptactwo tam naciera,
nie odganiają, ani ich strzelają,
bo chleba dosyć drudzy nad to mają.
Pomyśli sobie: czy ludzie nie śmieją
bić ptaki, — czy też dla nich zboże sieją.
Nie tak u Włochów, Francuzów, Hiszpanów,
nic tak się dzieje u Niemców, Brytanów:
ci, to każdego kłosu tak pilnują,
że ledwo muchy z łanów nie rugują,
łapać i strzelać, ptaki przytym wiedzą
i wróble same niebożęta jedzą.
A zaś Polacy dbają o to mało.