Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie zaskoczył mnie tem, ponieważ jeszcze w Afryce miałem na ów temat dwie kłótnie z dyrektorem. Odmówiłem wówczas wydania najmniejszego skrawka z tej paczki i utrzymałem się na tem samem stanowisku wobec człowieka w okularach. Uciekł się w końcu do niejasnych gróźb i jął bardzo gorąco dowodzić, że spółka ma prawo do każdej bez wyjątku informacji o swych „terytorjach“.
— „Wiedza Kurtza o tych niezbadanych jeszcze okolicach“, powiedział, „musiała być z konieczności rozległa i szczególnie dokładna, dzięki jego wielkim zdolnościom i opłakanym warunkom w których się znalazł; dlatego też —“
— Zapewniłem go że wiedza Kurtza, aczkolwiek rozległa, nie dotyczyła zagadnień handlu lub administracji. Wówczas wezwał na pomoc naukę. „Byłoby stratą wprost niepowetowaną, gdyby“ i t. d., i t. d. Wręczyłem mu raport o „Tępieniu dzikich obyczajów“, oddarłszy przedtem post scriptum. Wziął go skwapliwie, a potem prychnął nań z pogardą.
— „To nie jest to czego mieliśmy prawo oczekiwać“, zauważył.
— „Nie oczekujcie nic innego“, odrzekłem. „Reszta to tylko prywatne listy“.
— Wyszedł, zagroziwszy mi sądem, i już nie zobaczyłem go więcej; natomiast inny jakiś facet, mianujący się kuzynem Kurtza, ukazał się w dwa dni później i chciał koniecznie usłyszeć wszystkie szczegóły o ostatnich chwilach drogiego krewniaka. Mimochodem dał mi do zrozumienia, że Kurtz był właściwie wielkim muzykiem.
— „Były w nim możliwości rokujące olbrzymie powodzenie“, rzekł ów człowiek, organista jak mi się