Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cóż jej z tego, że sto ludów
morskich haracz jej tu płaci?

Wieczorami w kryształowem
w słońce patrząc staje oknie
i narzeka pieśni słowem,
a w łzach piękna twarz jej moknie.

Skowroneczek gdy ją zoczył,
żal go ścisnął nad jej losem;
wraz pod okno na krzew skoczył
i pieśń zaczął drżącym głosem.

Odtąd ciągle śpiewał dla niej,
co dzień tkliwiej, co dzień czulej,
bo rozkochał się w tej pani,
w jasnookiej tej zazuli!

A królewna? Ona ptaszka
bardzo, bardzo — polubiła!
wszak śpiew jego to igraszka
i rozrywka w nudzie była!

Czasem szepnie: mój ty drogi! —
z ust różanych poda wiśnię;
a skowronek, oj niebogi!
szczęśliw, gdy mu okiem błyśnie.