Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ależ ty już pijany przychodzisz, alchemiku! — zawołał jeden. — Wyznaj-no gdzie byłeś? — On sam czuł, że jest już pijany i dziwił się, gdyż tego dnia wypił znacznie mniej koniaku, niż zazwyczaj.
Co dalej było — już nie pamięta. Wie tylko, że nad ranem, gdy z knajpy wychodził, wszystko wydawało mu się ogromnem głupstwem. Wszystko! wszystkie choroby i chemja cała i szczęście ludzkości. Było mu strasznie wesoło i śmiał się wraz z innymi do rozpuku z jednego z towarzyszy, nizkiego, wątłego, o suchotniczym wyglądzie chłopaka, który nie mógł iść już o własnej mocy, a bronił się chcącym mu dopomóc kolegom i usiłując się wyprostować, bełkotał z komiczną powagą:

„Precz odemnie, podły tłumie, bo będzie nieszczęście,
Młody jestem, wściekły jestem i mam silne pięście...


Było to nieskończenie zabawne! —
Wrócił do domu w chwili, gdy czas już było aptekę otwierać. Nie kładł się więc spać i znowu cały dzień był na nogach. Przyrządzał automatycznie lekarstwa i starał się nie myśleć o niczem. Raz tylko — około południa... Przyszła jakaś wiejska baba do apteki z płaczem po chi-