Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z nią związek w krwi już nierozpuszczalny, a zatem szkodzić nie mogący; tak się leczy wszystkie otrucia. Cóż zatem prostszego, jak zastosować tę samą metodę do chorób zakaźnych? Wtedy już cholera i dżuma nie byłyby niczem niebezpieczniejszem od lekkiego otrucia fosforem lub inną jaką powoli działającą trucizną. Z niemogącymi szkodzić już mikrobami organizm samby sobie dał radę!
W chwili, gdy mu pomysł ten po raz pierwszy przyszedł do głowy, o mało że nie oszalał z radości. Stłukł parę retort, rozbił słoik z drogiem lekarstwem i na całe pół dnia wydalił się bez pozwolenia z apteki. Biegał po lesie z odkrytą głową i krzyczał z uciechy. Opowiadał drzewom i ptakom, jak zamierza ludzkość uszczęśliwić.
Nie zwlekał też z wykonaniem pomysłu. Za parę dni wziął się do roboty. Co prawda, praca była ogromna, przechodząca nawet siły jednego człowieka. Trzeba było naprzód z krwi zatrutej zarazkami pewnej choroby, z pośród mnóstwa nieszkodliwych ten właśnie pierwiastek bez żadnych przymieszek wydzielić, który chorobę sprowadza, a dopiero zizolowawszy go w ten sposób, wziąć się do oznaczenia jego składu