Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szedłem między mogiłami, a idąc, myślałem o wielu rzeczach, ale były to wszystko rzeczy, które dopiero w przyszłości stać się miały.
Zatrzymałem się wreszcie na skraju cmentarza, nieopodal kościoła, przed zpiżową tarczą na grobie.
Był to grób tego przodka mojego, co z Jagiełłą pod Grunwaldem walczył...
Patrzyłem na niezgrabny, głęboko w spiż wryty napis łaciński, patrzyłem na herb i bawił mnie ten wąż, podkowę w pysku trzymający...
Uderzyłem w ową tarczę herbową palcami, a ona jękła głucho.
Czyżby tarcza mogła przeczuć, że ten, który ją bije, jest prawnukiem tego, co w grobie spoczywa?
Wtedy na myśl mi to nie przyszło...
Uderzyłem raz jeszcze i myślałem: oto rzecz martwa się skarży — a ja jestem człowiek nowy...
Wtem usłyszałem głos poza sobą: Czemu bijesz?
Odwróciłem się. Przede mną stał teraz ksiądz siwy i zwiędły i patrzył na mnie surowo.
„Czemu bijesz?“ — powtórzył raz jeszcze, a potem rzekł: