Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/886

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wtem przerwał, dłonią serce przycisnął, upada,
Wątłą życia przecina nitkę Parka blada,
I razem strojna, piękna, kwieciem uwieńczona,
Staje w progu Pasterka wśród rówiennic grona.
Napróżno ją błagały, aby choć przez chwilę
Zapłakała na świeżej kochanka mogile;
Natrząsa się z ich żalu, z gniewu Kupidyna,
I złotym w białej dłoni igrając puharem,
W okół posągu Bóstwa taniec rozpoczyna.
Padł posąg i okrutną przygniótł swym ciężarem.
Z chmur głos zagrzmiał: «Nie żyje: niech odtąd na ziemi
Miłość wszystko ogarnia skrzydłami swojemi.»
Zadrżał Dafnis, ujrzawszy cień Alcymadury,
Spieszący do kochanka przez Ereb ponury.
Z podziwem słuchał pasterz, niegdyś pogardzony,
Że go błaga o jedną miłości iskierkę;
Wysłuchał... i w milczeniu odtrącił pasterkę,
Jak odtrącił Eneja cień smętnej Dydony.