Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/527

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I ludzie, którzy mędrcami się mienią,
Wielbiąc, jako płoche dzieci,
Blichtr, co złudnym blaskiem świeci,
Za brak rozsądku przypłacą — kieszenią.

Żyła kiedyś Guślarka w pewnem wielkiem mieście:
A żyła... mam powiedzieć? ot, z ludzkiej głupoty.
Kto miał grosz, spieszył do niej i chytrej niewieście
Zwierzał swe tajemnice, troski i kłopoty.
Zkąd wziętość? Wróżka miała ze trzy ćwieki w głowie,
Prawiła dziwy i brednie;
A przecież, w nocy i we dnie
Lud prosty, wielcy panowie,
Dziewczęta i wielkie panie,
Tamci jawnie, te pocichu,
Pukali do drzwi na strychu,
Gdzie było Wróżki mieszkanie,
I pocieszeni wróżbą lub kabałą
Kładli, nie skąpiąc zapłaty,
Co kto mógł: szeląg, tynfa lub sakiewkę całą.
Zebrawszy tedy złota wór pękaty,
Jejmość Wróżka w dumę wzrosła
I dom nabywszy, do własnego domu
Z nędznej pod dachem izby się wyniosła.
Strych po niej inna zajęła niewiasta.
I znowu, z całego miasta,
To jawnie, to pokryjomu
Łatwowiernych mnoga rzesza