Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/394

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Strzelcy ruszyli na łowy.
Zajączek, strwożony wrzawą,
Umyka żwawo,
Psy za nim w tropy; już uszedł pogoni,
Alić znienacka rażony
Postrzałem ognistej broni,
Ledwie zdołał przez zagony
Dowlec się na legowisko;
A psy grały tuż, tuż blizko.
W śmiech Kuropatwa: «Gdzież twe nogi rącze!
Cóż to waszmość tak się plącze?
Bądź zdrów! już pieski na pogrzeb ci dzwonią!
A mnie przed strzałem i przed pogonią
Skrzydła uchronią!»
Gdy tak szydząc z Zająca, do lotu się zrywa,
Uderzył na nią jastrząb, i padła nieżywa.