Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z haraczem za to największy był skweres:
Zkąd wziąść pieniędzy, gdy niema intraty?...
Wtem, jakiś bankier bogaty,
Widząc, ze dobry trafia się interes,
Wydobył z biedy stroskane zwierzęta
I ile chciały, pożyczył;
Tylko czterdzieste procenta
Z góry odliczył,
A w zamian, pod przymusem płatne osobistym,
Przyjął od zwierząt weksle na pożyczkę całą;
Że zaś miał rękojmi mało,
A chciał w tej sprawie być czystym,
Więc wziął, tytułem wieczystej dzierżawy,
Lasy i pola, pastwiska i stawy.
Zyskawszy z trudem nieodzowne złoto,
Słoń radził, aby pociągnąć na losy,
Kto poniesie ciężkie trzosy;
Ale ten urząd przyjęli z ochotą
Wielbłąd z Koniem i Muł z Osłem.
Ruszyli więc do stolicy
Wraz z Małpą-posłem;
Wtem, w odludnej okolicy,
Lew o spojrzeniu wyniosłem
Zaszedł im drogę.
«To traf! rzecze; dziś właśnie podróż rozpocząłem,
Lecz mi nudno samemu; więc pójdziemy społem.
Zyskacie na tem: wy mnie, ja wam dopomogę.
Chciałem sam nieść dań swoją, ale powiem szczerze