Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zatonął; lecz delfiny pląsające w fali,
Rozbitkom ratunek dały.
Nic dziwnego: wszak Pliniusz te zwierzęta chwali
I powiada najwyraźniej,
Że z ludźmi żyją w najszczerszej przyjaźni;
A gdy Pliniusz tak powiada,
Na słowo wierzyć wypada.
Otóż w popłochu, jeden Delfin młody,
Więc nierozważny, dobył Małpę z wody:
Złudzon pozorem, za człeka ją bierze,
Na swój grzbiet dumnie sadowi
I dźwigając głupie zwierzę
Zaczął płynąć ku brzegowi.
Wtem, pyta: «Powiedz, o luba istoto,
Czy z Aten jesteś? — Znają mnie tam wszędzie,
Odrzecze Małpa, i mogę z ochotą
Dopomódz ci w każdym względzie:
Może chcesz wygrać proces w trybunale?
Mam tam krewnych na urzędzie;
Wiedz, że mojej rodzinie przypadły w udziale
Wszystkie zaszczyty: cała miejska rada
Z mych braci, wujów i stryjów się składa;
Nawet i ja do rządów mięszam się potrosze.
— Dzięki ci, rzecze Delfin; lecz powiedz mi, proszę:
A Pireus? nie znam go, lecz słyszałem wiele...
— Co, poczciwy Pireus? myśmy przyjaciele,
Przerwie Małpa; dziś nawet z obiadem mnie czeka.»
Pomylił się zwierz głupi w kłamliwym zapędzie