Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


«Płot rozrąbać! Pan woła: Utorować drogę!
Przecież przez płot na koniu wyjechać nie mogę!»
Jękły ostre siekiery: kot, w kapuście skryty,
Zobaczył otwór; więc, nie tracąc czasu,
Wziął nogi za pas i drapnął jak zmyty
Prosto do lasu.
Puszczono charty: za chartami z tyłu
Pobiegł Pan i dojeżdżacze.
Gracz szarak jak piłka skacze,
Wyprzedził czeredę całą
I zniknął gdzieś w kłębach pyłu.
Nie wiem, co się dalej stało;
Ale Ogrodnik został sam wśród sadu
I łamiąc ręce, oblicza swe straty:
Przepadły grzędy warzyw i sałaty,
Dyń, ogórków ani śladu;
Złamane drzewka, żywopłot wycięty,
Słowem, straszliwe pustkowie.
Więc rzekł, boleścią przejęty:
«Ot, jak się bawią panowie!
W jedną godzinę zniszczyli mnie więcej,
Niżeli tysiąc zajęcy!»

Z równemi sobie jeżeli masz zwadę,
Własnym rozumem zwalczaj przeciwnika;
Bo gdy mocniejszych poprosisz o radę,
Czeka cię los Ogrodnika.