Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nad zatrute łakocie,
Dotkliwsze mysiej hołocie
Wyrządzał psoty
Ten Kot nad koty.
Widząc, że płochliwa rzesza
Choć głodna, lecz zdjęta trwogą,
Nie śmie z nory stąpić nogą,
Hultaj z pułapu się zwiesza
Głową na dół, a pazury
Zaczepił za jakieś sznury.
Myszy w śmiech z Kota:
Pewnie kogo zadrapnął, w kuchni zrobił szkodę,
Skradł ser lub pieczeń, i za to, w nagrodę,
Wisi niecnota.
«Ha! łotrze, przyszła kreska i na ciebie!
Będziemy tańczyć na twoim pogrzebie!»
Tak szydząc, śmielsze z dziur się wychylają,
Biegną, wracają,
Wreszcie całą zgrają
Skaczą na środek. Wtem... bęc! pękły sznury,
Wisielec ożył!... i z góry
Jak piorun na myszy spada,
Szarpie zębem, łapą goni,
Chwyta, dusi i zajada.
«To fraszka, rzecze, znam ja sztuk niemało;
Od moich figlów nic was nie uchroni:
Zginiecie wszystkie.» Jak rzekł, tak się stało.
Wkrótce znów myszki odrwił Kot przebiegły: