Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tłusty, jak połeć słoniny.
Więc Kruk żarłoczny,
Chciwe zwróciwszy nań oko:
«Nie wiem, rzecze, zkąd wziąłeś tak wspaniałą tuszę,
Lecz to wiem, że dziś jeszcze schrustać ciebie muszę.»
I na wzór Orła wzbiwszy się wysoko,
Jak kamień z góry spada na barana;
Ale baran to nie ser; łapami obiema
Szarpie, dźwiga: ani rusz! A wełna splątana
Jakby broda Polifema,
Tak mu uwikłała szpony,
Że uwiązł w runie, jako ryba w sieci.
Przybiegł pasterz, wziął Kruka: srodze zawstydzony
Poszedł rabuś do klatki na zabawkę dzieci.

I między ludźmi nieinaczej bywa,
Skoro łotrzyk chce łotra oceniać się miarą:
Bąk pajęczynę przerywa,
A mucha pada ofiarą.