Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja od was kanie i sępy odstraszę,
Niecne jastrzębie w ścisłe wezmę kluby,
Ale tymczasem, o Kogucie luby,
Znijdź z drzewa: niechaj pojednanie nasze
Uścisk braterski uwieńczy;
A za twą całość Lis honorem ręczy.
— Ach, Lisie! odparł Kogut, jakaż dla mnie radość,
Że mogę ciebie nazwać bratem i kolegą!
Twemu żądaniu wnet uczynię zadość,
Bo oto widzę, charty tutaj biegą:
Założę się, że tak spieszą,
Aby nam hasło pokoju zwiastować.
Zejdę więc, i będziemy mogli całą rzeszą
Serdecznie się wycałować.
— Bywaj zdrów, Lis mu na to; mam daleką drogę
I dłużej czekać nie mogę;
Więc kiedyindziej, mój braciszku miły,
Dokończę tej ważnej sprawy.»
Rzekłszy, wziął nogi za pas, czmychnął, co miał siły,
I znikł w tumanie kurzawy.
A Kogut śmiał się z Lisa. Nielada to sztuka,
Gdy kto oszusta oszuka.