Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wynagrodziły tę litość Niebiosy:
Szedł tamtędy człek jakiś, obdarty i bosy,
Z łukiem, napiętym do strzału.
Spostrzegł Gołąbka: skrada się pomału,
Już łyka ślinkę, już, pewien wieczerzy,
W niewinną ptaszynę mierzy,
Gdy Mrówka, chytre niwecząc zamysły,
Srodze ukłuła go w piętę.
Człek krzyknął, Gołąb frunął; łowy przedsięwzięte
I nadzieje wieczerzy, jako bańka prysły;
Napróżno chciwem okiem w ślad za zbiegiem goni:
I Gołąb trudna zdobycz, gdy Mrówka go broni.