Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bo żal mu było, jak sadzę,
Stracić zarazem ucztę i pieniądze.
Poszedł więc: krążą puhary,
Leją się wina strumienie,
Brzmi pieśń wesoła i ochocze gwary,
Gdy wtem niewolnik znać daje
Iż dwaj podróżni, u biesiadnych progów,
Czekają wieszcza w nader pilnej sprawie.
Pospiesza Simonides i w obcych poznaje
Tych, których wierszem swym uczcił, Półbogów.
«Przyjm dziękczynienie, rzekli doń łaskawie,
I uchodź z miejsc tych, bo za małą chwilę
Dom cały runie.» Wieszcz usłuchał rady,
I wnet, zachwiane w swej sile,
Wstrzęsły się gmachu posady:
Padł filar; za nim pułap, pozbawion podpory,
Zwalił się na stół godowy
I na strwożonych biesiadników głowy.
Wpośród popłochu, Jowisz, w gniewie skory,
Mszcząc się za krzywdę Poety,
Zgniótł belką nogi Atlety;
Z gości żaden nie uszedł bez sińców i guzów,
Szczęsny jednak, że życie ocalił z pod gruzów.
Sława stugębna całe to zdarzenie
Wkrótce po Grecyi rozniosła;
Cudem nazwano wieszcza ocalenie,
A ztąd dlań korzyść urosła,
Albowiem od owej pory