Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gdy jakiś ciemny mieszkaniec pustyni,
nieświadom duszy mej,
macza me imię w mego serca krwi
i rzuca, jak szmatę,
przed chciwe oczy motłochu...
Wyrzut mi czyni tak głośny,
że roztopiona miedź, do uszu wlana,
mniejsząby krzywdę sprawiła spragnionym
słuchania bożych przykazań —
wyrzut z występku i grzechu,
który spełniłem, nie wiedząc,
że spełniam grzech i występek —
tak mnie omroczył cień, idący z piekieł,
albo też — niechże-ć ja będę mniej srogim
dla swej słabości, gdy inni tak srodzy
i tak rychliwi w swych sądach —
brak świadomości dróg,
któremi kroczyć ma człowiek.
I oto pytam się was, posiwiali
starce w Zakonie,
jak ma postąpić ten, co za małżonkę
wziął żonę brata — wasz król?
I jakie winien zastosować prawo
do przychodzących popod jego progi,
aby wytykać mu grzechy?
I czy być może, ażeby w tych czasach
zjawił się prorok
i czy prorokiem
w obliczu Pana ten, co szarpie bliźnich?
Jak o tem święte wyrokuje Pismo — —?
Chcę słyszeć prawdę!...


KAIFASZ.

Ja ci tę prawdę wyłuszczę — —


JEDEN Z STARCÓW.

A nam się wydaje,