Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/372

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


HERODYADA.

Więc mnie zdepcz, a skrzydła
przypnij mężowi, któremu obrzydła
nietylko matka, lecz i córka... K’wyży
niechaj się wzbija ten skrzętny i hyży
szafarz pogardy i grzmiącym grzmi głosem
nad całopalnym twoich marzeń stosem!...
Biedna ma córko!... Jesteś nieszczęśliwa,
jak twoja matka.


SALOME.

Porwane ogniwa
mojego szczęścia!


HERODYADA.

I moje!


SALOME.

My obie
jesteśmy biedne.


HERODYADA.

Chodzić nam w żałobie
grubej, ni płaczkom, niosącym żalniki
łez ku mogiłom, i słuchać, jak dziki
wicher urąga naszym — wątłym skargom...


SALOME.

Nie! jeszcze siłę mam, aby swym wargom
kazać rozszaleć w krzyk, co ból przygłuszy
nietylko mojej podeptanej duszy,
nietylko twego shańbionego łona —
bo żal mi ciebie, niewiasto, wzgardzona
przez tę cnotliwość, co serca na szali
waży i rzuca precz i poufali
z samym się Bogiem — — Tak! tak! przed wichurą
mojego krzyku — niech ją zwą ponurą
i beznadziejną — ból pokoleń zgłuchnie,