Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/366

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tu, z tego miejsca — niech się świat zamroczy
albo rozjaśni — głoszę sprawiedliwy,
a nieuchronny wyrok śmierci!...

Za sceną słychać gwar, zbliżający się ku pałacowi.

Dziwy!
Czyżby on jeszcze śmiał tu? — — Idź na ganek,
spojrzyj. Ahola! — wraca-li poranek,
który był winien na zawsze przeminąć?


AHOLA przestraszona.

Niech Aholiba — — —


AHOLIBA.

Lękam się — — —


SALOME.

A zginąć
umiałybyście ze mną?...


AHOLA.

Pani!...


AHOLIBA nadsłuchując, wielką przejęta trwogą, potem uczuciem ulgi.

Boże!...
Cicho!... To nie on!... Rozbrzmiewa na dworze
pieśń za umarłych... tak... nuta żałobna...


AHOLA nadsłuchując.

Tak!... tak! to nie on... Tak! to brać jest grobna
Nazyrejczyków...


AHOLIBA.

Zabierają ciało — —
na cmentarz niosą Jachobod... O chwało,
którą winniśmy Panu...


AHOLA.

Dzięki! dzięki!...