Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/365

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


AHOLIBA.

My, ludzie prości,
znamy li hymny zdradzieckie
Salomonowe
o niewstrzymanej, zabójczej miłości —
chwalmy ją, chwalmy!


AHOLA.

Dawida znamy też psalmy
o pomście, Jehowę
przyzywające na głowę
nieprzyjaciela...


SALOME staje na tronie Herodowym.

Niech padnie!
Zadługo jej siła trwa!
Ajza, stojąca na tronie,
jak ja,
dawno wszechwładnie
o życiu rozstrzygła i skonie!
Słuchajcie, Ahola
i Aholiba, me siostry: jest Dola,
albo-li nie jest?


AHOLA i AHOLIBA.

Jest!


SALOME.

Nie moje usta,
jakkolwiek zbladłe z żalu, niby chusta,
lub może z gniewu, otwierają wnętrze
dzisiaj przed wami, lecz wargi najświętsze
Doli: tu z tego tronu, skąd ojczyma
słabość czerń lichą w posłuszeństwie trzyma,
czynsze dyktując nowe, lub podatki
pomniejszający, w miarę, jak ostatki
przechwiejnej władzy śmieją mu się w oczy —: