Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/363

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i niepokoju dziś jestem,
drżę, drżę za lada szelestem.
Naokół pełno zdrad,
pełno zdrad w każdym zakącie:
skrzętnie osłania każda swe powaby,
blichtr to i szych!
A zaś największa z nich
to słabość — ojczym mój słaby!


AHOLA.

Snać się rozstrzygał los
człowieka:
słyszałam głośny głos,
słyszałam go zdaleka —
do naszej docierał komnaty,
kiedyś ty poszła po kwiaty,
aby je rzucić na zwłoki
umarłej Jachobody.


AHOLIBA.

Szlachetną jest nasza pani,
warto umierać dla niej,
spieszyć na śmierć, jak na gody,
weselne śpiewając pieśnie...


SALOME.

Żal we mnie jest głęboki,
żal tej duszyczki młodej,
że pełzać musiała płazem
przed nim i, żyjąc jego martwym tchem,
zginąć tak wcześnie!...
Boleśnie!
Życie jest ciężkim snem,
marą jest krwawą —


AHOLA.

Życie radosną jawą,
kiedy się wroga ma u swoich stóp.