Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


JACHOBOD.

Który?...


SALOME.

Ten nakrapiany srebrem — — —

Jachohod dobywa jeden z przygotowanych naramienników.

SALOME.

— Ten!


AHOLIBA.

Purpury
już się zleżały sydońskie. Nie zechce
tego bisioru

dobywa gazę purpurową i pokazuje ją Salomie.

przyćmić kras swych różą
nasza władczyni?


SALOME.

Krasy mi nie służą!
Białą mi suknię przynieś. Dziś mnie łechce
białość...

Aholiba przynosi białą tunikę.

SALOME.

Czystością przesycone wkoło
wszystko powietrze... Czemu ściągasz czoło,
moja — dziewicza Jachobod?


AHOLA.

O, pragnie
wypocząć w cieniu jabłoni, a miły
jest jak jelonek nad wodą.


AHOLIBA, ubierając Salomę:

Od skwarnej spieki odchodzą mnie siły —
Kiedyż twa gałąź się nagnie
nad moją żądzą młodą?