Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/314

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SCENA TRZECIA.

JACHOBOD. AHOLA. AHOLIBA.

AHOLA.

Ho! ho! i Jachobod
umie się modlić nowym obyczajem.
A któż to, panienko,
był twoim mistrzem?
Wiem ja coś o tem... A może — — a może
słyszałaś także o ziarnie gorczycznem
i o tem czystszem
umiłowaniu — — — ?


JACHOBOD.

Może...


AHOLIBA.

Daj jej spokój!
Język swój okuj
w powściągliwości żelazo — —
patrz, jak jest smutna i blada!


AHOLA.

Wciąż o zaziemskim rozmyśla Edenie,
chce postać
mieć podobniejszą do śmierci, niż życia;
myśli, że łatwiej się dostać
w promienie
owego Raju wątłym, niż rozkwicia
pełnym roślinom... Poza tem,
choć gardzi światem,
w pokornych służbach się składa — — —
lizuń... Dlaczego tak wcześnie
wstałaś?... A możeś w nocy — — — ?


JACHOBOD.

Jak wy obie,
Czekam rozkazów mojej pani — — —