Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


TRZECI GŁOS.

Dziecko mi zgnieciecie!...


PIERWSZY GŁOS Z TŁUMU.

Puśćcie! — — —


JEDEN Z ŻYDÓW.

Niewiasto! gdzie się pchasz?


NIEWIASTA.

Do Niego!...
On to ze ziemi mnie podniósł, przy uczcie
Siedząc z możnymi u Faryzeusza!
On mi na włosy położył Swą rękę,
On mi łzy otarł, On mi rzekł: »Niewiasto!
Odejdź w spokoju! Pan z tobą!« — gdy tamci
Jawnogrzesznicą mnie lżyli... O Święty!


JEDEN Z ŻYDÓW.

Któż to jest? Powiedz!


INNY ŻYD.

Niewiasta!... A stój-że!
Stój-że, szalona dziewczyno! Śmierć pewna
Dla Jego uczni i Jego przyjaciół:
Zdrajca cesarza i swego plemienia!
Nie żal ci Twojej urody? Tych pięknych
Nie żal bisiorów? tych pereł, tych drogich,
Widzę, kamieni, którymi swe włosy
Poprzeplatałaś, którymi ta szyja
I te ramiona obsypane?


NIEWIASTA.

Macie,
Bierzcie to wszystko!... On mojem bogactwem,
Choć sam tak biedny, że płakać-by nad Nim