Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Świt już nad nami, a On między tłumem
Kroczy w głąb mroków... Chodź naprzeciw niego,
Zmieszaj się z czernią...


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

A więc On się oparł
Twojej potędze?...


LUCYFER.

W Ogrodzie Oliwnym
Prosił Tamtego, ażeby mu odjął
Kielich goryczy, ale potem, cichy,
Wypił go do dna...

DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Kielicha rozkoszy
Z rąk twych nie przyjął? On jeden... On jeden...
I idzie konać cichy i spokojny...
Idzie umierać, aby świat wybawić
Od tego lęku, który powstał z grzechu,
A który czułam przed chwilą... Ty lękiem
Więzisz przy sobie mnie, duszę... W rozkoszy
Z tobą lęk tylko przycicha, nie ginie — — —


TŁUM.

Ehej! ehej — —


CHÓR PATRYOTÓW.

Miriam w bęben uderzyła,
Izraelski skacz narodzie — — —


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

On lęk chce wygnać z okręgu... On idzie
Umierać za mnie... On ma wiarę...


LUCYFER.Duszo! —