Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Który, choć ludzkie nie słyszy go ucho,
Napełnia lękiem twe wnętrze... Najstraszniej,
Gdy masz świadomość tej niszczącej siły,
A nie masz władzy, by ją zgnieść, boś zwątpił
O możliwości tej władzy...


LUCYFER.

Tak idźcie!
Idźcie naprzeciw: brzask już niedaleki,
Brzask, który dla was gorszy jest od nocy.
Wasi ojcowie, wasze matki, siostry
I wasi bracia wstają już z legowisk,
Ażeby w porę stanąć do szeregu,
Co na to miejsce Go przywiedzie... Patrzaj:
Mieli odwagę wejść na wzgórze śmierci,
Lecz schodzą z niego bez odwagi... Duszo!
Jeden z nich moim, drugi nim się staje
I będzie moim, tak jak ty, o duszo,
Na wieki wieków jesteś moją...


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Luby,
Najdroższy, słodki, wierny Lucyferze,
Wierną masz we mnie kochankę! Przez ciebie
Czuję dopiero, że jestem!... Przy tobie
Czuję, że światło dane jest mym oczom
I że ruchomość dana jest mym stopom,
Że moc jest dana mojemu głosowi,
By się rozdzielał na dźwięki wyrazów
I aby dźwięki te łączył w harmonię
Wielkiego hymnu: Kocham cię na wieki!


LUCYFER.

Duszo!


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Tysiącem lat niewysłowienie
Strasznych męczarni zdała mi się chwila —