Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jak ja ci powiem, żem jest twój... Miodowy
Słów twoich posmak. Niema tej harmonii
Ani w przegięciach boskiego Apolla,
Gdy z łukiem czyha napiętym, ni w białych,
W twardym, a jednak przemiękkim marmurze
Wykutych kształtach naszej Kallipygi.
Zmarły już bóstwa na naszym Olimpie,
Brzegi Peneju już się dziś nie roją
Zróżowionemi postaciami najad,
W lasach Dyana nie wyprawia harców,
Zostały tylko rzeźbione kamienie,
Które do Rzymu uwozi zwycięski
Złodziej i zbójca... Tak! Prawda! Wątpieniem
Postrącaliśmy swoich dawnych bogów,
By na ich miejsce postawić — wątpienie.
Ono dziś berłem potrząsa nad światem,
A takie jego dzisiaj królowanie,
Że świat ten z karbów już wyszedł: nie wiedzieć,
Jak i którędy i dokąd? Ślepota
Cel zasłoniła przed oczami ludzi,
Chromość im weszła w kolana i stopy,
Że kroku naprzód ustąpić nie mogą.
Nawet błagalnych rąk już nie podniosą,
Bo ich ramiona dotknęła bezwładność...
A zresztą — poco i do kogo? W górze,
Jak i na dole głucha śmierć... Śmierć, mówisz,
Zwycięzcą śmierci? Nie rozumem tego,
Bo mnie się zdaje, że tylko słoneczne
I pełne życie może iść ze skutkiem
W zapasy z śmiercią... Nie rozumiem także,
Choć i mnie gnało na szczyt tego wzgórza,
Skądże tak prosty, skąd tak zwykły człowiek
Miałby posiadać boską moc przemiany.
Prześladowanie oraz skon męczeński
Czar wywierają na dusze szlachetnych...
Chociaż przyznaję, że im bliższą chwila,
W której, jak łotra, przypną go do krzyża,