Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz obojętnem jest to mnie i tobie,
Skąd i dla czego? — dosyć ci, że czułem,
Iż w tym Człowieku jest nie łotr, lecz zbawca,
Iż On tym krzakiem ognistym, iż płomień,
Który zeń idzie, towarzysząc głosom
Bożej wszechmocy, wypełnia ogromy
I przez stulecia sięga swym językiem...
Czułem, że prawdą były Jego słowa
O rozwalonej świątyni i przezeń
Pobudowanej na nowo... Posłuchaj:
Czułem, że Motłoch, który Mu urągał,
Nie dziś, to jutro, nie jutro, to kiedyś
Upadnie przed Nim, tak jak ja o mało
Że nie upadłem w obliczu siepaczy
Kaifaszowych przed uroczną mocą,
Co z pod przymkniętej biła mu powieki.
Czułem, iż On to usunie ten przedział
Co w dłoń Kaina wcisnął miecz na Abla,
Że On do Raju otworzy znów drogę
Wypędzonemu Adamowi... Czułem,
Że przepowiednią On jest i pragnieniem,
Nieugaszonym żarem i tęsknotą
I snem i jawą ludzkiego dążenia,
Co nieustannie, z wiedzą i bezwiednie,
Zwraca swe oczy ku skrytym, zawartym,
Przez Cherubina żarliwie strzeżonym
Utraconego polanom Ogrodu...
Umrze, bo — musi!... Śmierć zwycięzcą śmierci.
Nad Adamową wzniesie się mogiłą
Krzyż, znamię hańby, co się w chwałę zmienia,
Krzyż, znamię śmierci, co się zmienia w życie...
W tem miejscu grób jest pierwszego człowieka,
Grób, który odtąd przestaje być grobem...


ALETHEJ.

Bracie Szymonie! podaj dłoń! spojrz w oczy
Swemu druhowi i powiedz: tyś moim,