Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wizye zmartwychwstań, zespolonych z nami
W jakieś pragnienie barwne i olbrzymie,
A melodyjne, że my, zda się, sami,
Acz wychowani w mętach łez i w dymie
Złudnych nadziei, lecim mocą Łaski
W promienną, dźwięczną prawdę, w zmartwychwstanne blaski.

Tych wszystkich uciech drogocenną czaszę,
Cyzelowaną w złocie, chyli do dna,
Przy świętej uczcie korna, jako ptaszę,
A jednak dumna, górna i swobodna:
Wszystko to — mówi — zwiastowanie nasze!
Wszystko to ducha urodziła płodna
Moc na świadectwo, że jesteśmy z Boga,
Że k’Niemu przez te twory ludzkie idzie droga!

I ślubowania niewymowne czyni
I niewymowne szczęśliwości marzy:
Męczeńskie lilie zakwitają przy niéj,
Bicze jej niosą pustelnicy starzy;
Na odgłos kroków w bezludnej świątyni,
Odbijających się od snu witraży,
Całe procesye w jej oczach się rodzą
I kroczą pod wielkiego Tworzyciela wodzą.

I ona idzie z niemi: Panie! Panie!
Wesoła śpiewam przed Twą świętą arką!
Żadnego bolu szpon mnie nie dostanie
I żaden ciężar nie będzie mym barkom
Silnym za ciężki!... I anielskie granie,
Urągające doczesnym jarmarkom,
Wtórzy jej hymnom — wspaniała muzyka,
Co duszę żądzą wzlotów nadziemskich przenika.

Z ołtarnych płócien, z ścian, co chwałę wieszczą
Twórczej wszechmocy kolorów wymową,
Schodzą Madonny i słodko ją pieszczą;
I Chrystus rękę swą mozaikową