Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVIII.
Duchu potężny, który swojem tchnieniem
Napełniasz światów szereg niezliczony,
Tyś tą kaskadą, ty jesteś strumieniem,
Którego krople eolskimi tony
Dźwięczą i dźwięczą i, z martwem się mieniem
Zlewając, żywych rodzą miliony!
Duchu potężny! Do twego źródliska
Każda z tych kropel znowu się przeciska.

XIX.
O, jak mi nikniesz z przed oczu, Jehowo,
Wylęgły w mózgu bezlitosnej zgrai!
Darmo cię stroją wstęgą piorunową,
Darmo twą nicość przed duszą mi tai
Najemna czeladź, daremnie nad głową
Grozi przekleństwem; śród gwiaździstych kraji
Inne już berło me serce urzekło,
Nie to, co niebo gotuje lub piekło!

XX.
Żal mi was, biedne, wygłodzone chóry,
Co tak jęczycie śród ciemnej niewoli!
Kiedy źrenicę wzniesiecie do góry,
Szukając światła, wnet czerń was okoli
I gwałtem słońce kryje swemi pióry —
Żal mi was, biedni, żal mi waszej doli.
O jam szczęśliwszy: mam siłę, co każe
Gardzić tą zgrają, niszczyć jej ołtarze!...«

XXI.
Skończył Giordano i wziął kij pielgrzyma
I prawdę głosić szedł pomiędzy ludy...
Szedł łańcuch zrywać, który biednych trzyma
Zdala od ziemi ogniwami złudy —
I wołał jawnie: »Niéma szczęścia, niéma
Tam, gdzie się fałszu rozpostarły brudy,