Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tłumy nieznane i w blaskach swej łuny
Na ich siermięgi kładł rycerskie zbroje,
Nowe proporce dawał swoim gościom,
Mówiąc: jesteście siłą i przyszłością!

Spieszcie — tak śpiewał do wojów szeregu —
Wy świata kołem z siarki i ze stali,
Które puszczone w ruch, w płomiennym biegu
Nie prędzej stanie, aż chwasty wypali
I, niezmożone posiadając moce,
Wszystko, co podłe, na prochy zdruzgoce.

I niech was — mówił ruszającym w pole
Na jego pieśni druidyczne tętno —
Nie straszą krzyki tych, co wam na czole
Niby Kaina dostrzegają piętno
I, widząc koniec, co się do was zbliża,
Chcą przeznaczenie wstrzymać w imię krzyża.

Krzyż w waszym ręku! Ponad krwawy zamęt
Wy go zatkniecie na zdobyty szaniec
Czystszym, jaśniejszym... Oto mój testament,
Który wam świecić będzie, jak kaganiec,
Zestrzelający w sobie w nowej włości
Złociste ognie wszystkich słońc ludzkości.
 
Potem wypełniał sobą dzieje świata —
On, w mitycznego wyrosły olbrzyma,
Co kometami swoją skroń oplata,
A w ręku berło z błyskawicy trzyma
I na złe rzuca niweczące gromy,
Bożej potęgi rdzeń i znak widomy.

Król-duch wspaniały! niezmarły Syn słowa!
Mściciel, zrodzony z zgliszczy i popiołów!
Świt promienisty, jasność porankowa,
Roztapiająca czarnej nocy ołów!