Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/461

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
355
WOJTEK SKIBA

Na której żadnej uciechy nie wzrośnie
Kłosek złocisty, ino chwast kąkola,
Tak go znękana, uprasza miłośnie,
By wrócił, nim w jej wnętrzu wszystka siła pośnie...

LXIII.
Lecz on nie wracał... Dlaczego, sam nie wie...
Nie wie, dlaczego nie rzucał stolicy,
Aby przy matce ugasić zarzewie,
Co mu niezdrowo gorzało w źrenicy;
Aby się chwycić pługa i kozicy
I przeorywać te czarne zagony
Pod ciężki zasiew mączytej pszenicy
I, jak Bóg kazał, obfitymi plony
Swej pracy, potem zlanej, karmić miliony...

LXIV.
Widać, zasady tej pańskiej mądrości,
Która na surdut zmienić nie pozwala
Chłopskiej sukmany, nie umiały w gości
Zawitać k'niemu... Heliogabala
Rozkosz, co wnętrze swym ogniem rozpala,
Widać, płynęła mu z wiedzy, że dla niéj
Poświęcał nawet ból matki, co zdala,
Szczęścia ostatniej szukając przystani,
Padała nakształt rannej w samo serce łani.

LXV.
W list się wczytywał i wtedy przed oczy
Tułaczych losów stawały upiory...
I wnet się przed nim wspomnienie roztoczy
Zła, co go pchnęło na dzisiejsze tory,
Wygnawszy z chaty rodzinnej — za bory
I hen! za lasy, jak mówią; za rzeki