Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/348

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
242
JAN KASPROWICZ

Każda nowa znajomość, — co z swojem
Przelał sercem zapach sianożęci,
Połączony z łzą potem i znojem,
W tę pieśń, co jest boleścią i strasznym przebojem...

Mój przyjaciel, Walkowiak Ignacy,
Dawny sąsiad rodzinnej zagrody,
Dokąd często zachodził po pracy,
By poskarżyć się z ojcem na chłody,
Na przednówki, na braki pogody,
Lub pogadać o wojnie, co w świecie
Krew przelewa, nakształt taniej wody,
Był człowiekiem, jak wszyscy — ot, wiecie,
Jak wszyscy, których bieda niezbyt czule gniecie.

Młodym nie był, choć trudno powiedzieć,
By przedwczesna go starość trapiła;
Zawsze żywy, nie umiał dosiedzieć,
W ruch go wieczny gnała jakaś siła;
Gdyś nań patrzał, myślałeś: mogiła
Chyba mu się nie rozewrze żadna,
Chyba w lód mu nie zetnie się żyła;
Śmierci praca nie będzie tu snadna,
Jeżeli się nie skradnie, tak, jak złodziej, zdradna.

Ślad niedoli czułeś tylko w głosie,
Drżącym, smętnym, i w łzawej źrenicy,
Promieniejącej, jak ów modrak w rosie,
Który wyrósł w pośrodku pszenicy;
Lub płonęła, jak płomyk w gromnicy,
Co w bladawe rozpływa się żary
Obok zwłoków, w żałobnej izbicy,
I migoce, gdy powiew, przez szpary
Wcisnąwszy się do chaty, złoży się na mary...

Był więc człowiek, jak wszyscy, choć może
Nad wieloma miał pewne zalety: