Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
220
JAN KASPROWICZ

Byś tak sarkał?... Za tanio?... Talarka
Za półkorczę byś pragnął!... Prócz tego —
Dojadali, że była zła miarka« —
»Ej! braciszku! nie strzeżesz już swego —

Ej! nie strzeżesz!« brat starszy wykrztusi...
»Dojadali, ci mówię: »zła miarka!...«
Sam mierzyłeś... a zresztą nie musi,
By po twojem chodziło... Talarka!...
Za korczyczek któż więcej wydusi?...
Sarkasz, bracie!... któż na psa tak sarka?!...«

»Ej« — znów starszy — »znać, nie dbasz o swoje!...«
»Za korczyczek któż więcej wydusi?
Zresztą, mówię, gdzie moje? co moje?
Jedno panem w chałupie być musi,
Wtedy wiedzieć, co czyje... Nie stoję
Dziś już o nic...« Tak młodszym złe kusi...


IV.
Żyli we wsi dwaj bracia rodzeni,
Dwaj rodzeni żyli braciszkowie;
Nie zabrakło im grosza w kieszeni
I rozumu nie zabrakło w głowie.
A jak blask ten z słonecznych promieni,
Tak tryskały z nich młodość i zdrowie.

Ale młodość i zdrowie przemija,
Jako blask ten słonecznych promieni!
Toć to człowiek jest niby lelija,
Która więdnie przed czasem jesieni...
A już wtedy, gdy złe się weń wpija,
Czem jest człowiek? czem bracia rodzeni?

Na nic młodość i zdrowie człowieka,
Na nic, mówię, gdy złe się weń wpija!