Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
194
JAN KASPROWICZ

I już naprzód składa dziękowanie:
»A dzięka-ści, Panie Jezu Chryste!
A dzięka-ści, Chryste Jezu Panie!
Za twą dobroć, łaski oczywiste!«
Potem wstała, zawinęła kiecką
I dalej do córuni. — Szczęśliwe kobiecko!

Znała »państwo...« Rzuciwszy dom boży,
Znajdzie »pałac« i do drzwi zapuka
I przed »panią« tak wszystko wyłoży,
Tak zaskomli, jak ta wierna suka:
»Proszę łaski, przyszłam do córusi,
Jakom matka... Pewnie-ć była chora,
Ale teraz już zdrowa być musi...
A czy miała jakiego doktora?
Zawsze-ć doktor pomaga niezgorzéj...«
Tak rzecze w tym »pałacu«, rzuciwszy dom boży...

»A!« — odpowie tej biednej kobiecie
»Wielka pani« — »zgorszenie do domu,
Że większego już niema na świecie,
Przyprowadził mi ten owoc sromu,
Wypędziłam i, gdzie teraz, nie wiem!...«
I trzasnęła jej drzwiami pod nosem.
Jakby starą kto oblał żarzewiem,
Jakby trąba ostatecznym głosem,
Wskróś straszliwszym ponad gromy w lecie,
Wzywała ją przed Boga!... Tak było kobiecie.

I skurczona, jak ten pies, we dwoje,
Gdy go kijem smagnie dłoń złośliwa,
Jakby setne przygniotły ją znoje,
Tak się zwlokła ze schodów, półżywa.
Teraz dokąd? W którą zwrócić stronę
Drżące kroki?... Ku kościelnym progom!
Tam to serce smutkiem przepełnione
Znajdzie rychło pociechę przebłogą,