Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
171
JEWKA ORLICZKA

Przechodzi coś po ciele na oną wichurę —«
»A cóżbym nie miał słyszeć, toć mam w uszach dziurę«,
Odrzeknę, »której jeszczem nie zalepił woskiem«.
»Kto wie, co tam się stało za zrządzeniem boskiem,
Z pewnością kto i skończył; z pewnością, że życie
Sam sobie kto odebrał...« »Śpij! śpij!« tak kobiécie
Odpalę znowu na to, »to zababon ino;
Wiatr wieje, bo i wieje, lecz nie za przyczyną
Jakowąś, jak ty gadasz...« »Ty już w nic nie wierzysz,
Czułości nie masz żadnej, niby drewno leżysz,
Gdy mnie to, wej! po skórze aż ciarka przechodzi...
A stajnię czy podparłeś?... Pewnieć nie zaszkodzi
Podeprzeć, bo ten wicher cały szczyt wywali...
Wiesz, Maciek«, tak mi baba zacznie mruczeć daléj,
»Mnie w sercu, powiadam ci, niby strasznie tyka,
Że stało się nieszczęście... Pamiętasz Orczyka?
Pamiętasz, jak to wicher szalał tego czasu,
Gdy drzewo na przyciesie sprowadziłeś z lasu?
Mówiłam ci: Ej! chłopie, źle się kędyś dzieje,
Z pewnością na wisielca wiatr ten straszny wieje;
Z pewnością złe już stwory szarpią jego duszę,
Boć widna rzecz, że taki idzie na katusze,
Gdzie niczem, jak to mówią, Madejowe łoże;
Człek życia sobie nie dał, więc i wziąć nie może,
Śmiertelny grzech to, mówią... Ty zakpiłeś ze mnie
A co? nie sprawdziło się? gadałam daremnie?
Orczyka wszak znaleźli o rannej godzinie,
Jak wisiał już nie żywy w stodółce na klinie...
I dzisiaj ktoś się skazał, widać, z własnej ręki
Na wieczne potępienie, na piekielne męki.
Dyć grzech to, mówią, prawda! jest to grzech nad grzechy
Lecz czasem cóż tu robić, gdy człowiek pociechy
Na świecie nie ma żadnej?! Więc z onej żoroty,
Z żałości, mówię, onej, nie dziwno, że cnoty
Zapomni człowiek naraz, że popełni zbrodnię...
Ta Jewka na ten przykład: mijają tygodnie
Od czasu, gdy ją pasierb z chaty wyszczuł psami,