Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
168
JAN KASPROWICZ

Raz po raz na ławczysku; widno, ojca kochał,
Dyć, widno, żal mu było, że ojciec umierał...
Maluśki Waś swą buzię siak owak otwierał,
Szczebiotał, jak się zdało, aż usnął nareszcie
U kolan łycającej... »Strzeżcie się, ej! strzeżcie
Żałości nazbyt wielkiej«, tak się zwrócę do niéj —
»Znać, może Bóg przemieni, może i obroni
Od chwili ostatecznej — śpi, znać lepiej będzie...«
Nie rzekła nic, więc zmilkłem i tak na krawędzie
Czy stołu, czy też kufra — wyszło mi już z głowy —
Oparłszy oba łokcie, w ten wieczór marcowy,
Słuchałem, jak wiatr gwizdał pomiędzy drzewami,
jak deszcz o szyby walił... »Boże! bądź ty z nami!«
Pomyślę sobie w duszy — »odwróć od tych ludzi
Nieszczęście...« Tak pomyślę, kiedy w tem się zbudzi
Ów chory... słucham... dyszy... Czuję, co się święci,
Więc zaraz mi gromnica była na pamięci —
»Zapalcie« — mówię Jewce — »już ostatnia chwila
Odmówić litanię...« Ledwiem wyrzekł tyla,
Gdy było już za późno: chrapnął raz i drugi
I poszedł już na zawsze między pańskie sługi...


IV.
Minęło może roczek, może i z pięć ćwierci
Od czasu, gdy my byli przy Wojtkowej śmierci...
We wsi się żaden pionek, żaden dach nie zmienił,
To chyba, że się Antek do groszy przyżenił.
Wziął sobie, Bóg wie, skąd tam, gospodarską córkę,
Poznaną na odpuście przez jakąś rajfurkę.
Orliczka, tak, jak dawniej kręciła się cwałem
Na polu i w podwórzu... Ja-ć się podstarzałem —
Toć wieków mam już sporo, nie żadna dziwota,
Lecz Jewka, niby młoda, a już jej ochota
Do życia, znać, odeszła: — więdła, jak to zielsko...
Radzili ludzie: »Żeń się, będziesz grzeszne cielsko
Martwiła tak do końca?...« Wszystko nadaremnie;