Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


V.

MARCIN SZAFRAN.

Hodował laki, stawiał gołębniki,
A ku sąsiadom z wielką był zazdrością,
Że mieli żony, gdy on żywot dziki
Musi prowadzić, co mu w gardle kością
Staje, ostrzejszą, niż owe koziki,
Któremi ptasie wystrugiwał domki...
»Ha!« — mawiał nieraz z żalem i ze złością —
»Mają z kim dzielić każdy kąsek kromki,
A człowiek to samotny, nakształt zmiętej słomki«.

Był nieco rudy, nieco piegowaty,
A pod oczami istne miał poduszki;
Plecy okrywał w granatowe szmaty,
Na szyi chustkę zawiązywał w różki,
Niby jedwabną, przed dawnymi laty
Gdzieś na jarmarku kupioną u żyda —
Na podarunek dla jakiejś dziewuszki,
Ale dziewczyna — z niemi zawsze biéda —
Odrzekła: »mnie płat taki na nic się nie przyda«.

Bo trzeba wiedzieć, jako mój znajomy,
Za młodu strasznym bywał »łapserdakiem«.
Spódnik wywierał wpływ nań zbyt widomy,