Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
151
TYPY

Na okolicę słynęła daleką:
»Niema dziewczyny, jak Wojtkowa Hanka!«
Prawią młokosy i w karczmie jej zdrowie
Niejeden pije duszkiem, jak gdyby po słowie...

Hej! hej! z tem słowem! Ono innym służy!
Ani pierzyny ni jasnych korali,
Bez tego zgnieść ją, jako listek róży,
Lecz nie przed ołtarz!... Hej! i dziś się pali
Do niej niejeden, nawet talar duży,
Gdy na posługi z domu się wydali,
Niejeden z panów, i stary i młody,
Pokaże i poszepce: »Szkoda twej urody!«

Ale Olpińskiej nie przyjść z pokuszeniem,
Choć sama nieraz skarży się przed sobą
W tajni swej duszy i prawie ze drżeniem,
Że snać nieszczęsną przyszła na świat dobą,
Że, widać, złe się »spikło« z jej imieniem,
Że lepiej ciężką męczyć się chorobą,
Niż takie życie — pierś się kraje w ćwierci,
Gdy o tem człek pomyśli — prowadzić do śmierci.

Juści-ć, że szkoda jej urody, juści!
Ale gdy człowiek związał się obrączką,
Niech sobie nigdy cugli nie popuści,
Niech będzie wiernym, choć jedną bolączką
Stałby się cały, choćby do czeluści
Miał zejść ognistych... Jak sok kwiatów pączkom,
Tak cnota żonie i matce! Hej! Boże!
Na głowę dziecka hańby sprowadzić nie może.

W bólu i walce płynie rok za rokiem.
A dziecię rosło, pono-ć nawet w szkole
Bywało między towarzyszy tłokiem
Zawsze na górze, a nigdy na dole.