Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
150
JAN KASPROWICZ

Więc w biedzie skończyć też może... Daleka
Jest ci od tego, by dla siebie wzięła
Owoc soczysty; niech inni go jedzą,
Gdy ona pod cmentarną gdzieś wypocznie miedzą.

I nie przestała folgować swym siłom;
Pierwsza na nogach, pędziła o świcie,
Gdzie jaki taki zarobek jej miłą
Wzmacniał nadzieję. Tam gdzieś szła na szycie,
Tam się mocuje z ciężką ziemi bryłą
Na przedmieszczańskich zagonach; tu mycie
Podłóg u »państwa«, tam znów jakieś pranie,
Aż dziw, że na to wszystko jeszcze sił jej stanie!

Gdy wróci do dom z nóg upadająca,
Kiedy jej potu struga niemal krwawa
Leje się z czoła z trudu i gorąca,
Niejedna z szewcem czeka ją przeprawa:
Pijak dni swoich troską nie zamąca,
A troska żony dla niego zabawa —
Z gniewu się tylko szamoce i pieni,
Gdy nie chce mu na wódkę dać z swojej kieszeni.

Nieraz też żal ją ogarnia w tej doli,
Że tak na wieki los swój z szewcem skuła;
Nieraz ją serce, jak rana, zaboli —
A jest na wszystko, niby listek, czuła —
Prowadzić życie bez serdecznej woli,
Lecz gdy już ciężkie trzewiki obuła,
Trzeba je dźwigać, trzeba wszystko znosić,
A Boga o wytrwanie i cierpliwość prosić.

Nieraz wspomina czas ten, gdy nad rzeką
We wsi, pod borem, rosła, jak sasanka!
W złocistem słonku tak jej lata cieką,
Jak wody w blaskach wiosennego ranka.