Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
125
TYPY

Kładłeś tamtemu — dlaczego
Nawet płachciska
Na grzbiet ci stary te mądre nie dali?
Ej! widać, dobrze się strzegą
I swej zdobyczy!
A niech ci użyczy,
Ojczulu, Pan Bóg swej chwały,
Jak nam życzyłeś!
Idź! idź! gdzie wietrzyk cię poda
Toć i nie jestem już młoda,
Wstawać nie lubię...«

I poszedł... A burza się wzmaga,
Burza szalona,
Jak potwór kładzie się, naga,
Czarnem swem cielskiem na ziemię,
To znów się zrywa i gromów maczugą
Razy wycina
Po grzbiecie boru,
Co jęczy bokiem od wsiska,
To znowu błyska
Płomiennem okiem błyskawic —
Skrami ogniska,
Które rozpala krwawa dłoń demona
Pośród chmurzystych tych mgławic...
To znów ta burza
W swych mrokach nurza
Świat nędz i zbrodni, co drzemie
W paszczy potworu;
To znowu z gromem, swym sługą,
Wstęgą się wije długą
Olbrzym-gadzina...

W szerokiem polu, za wioską,
Uwiązł starota:
Na wolę zdając się boską,
Ku niebu zblakłe wzniósł ślepie