Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
124
JAN KASPROWICZ

I, bogobojny,
Bogu oddajesz swe rany,
Swej krwi strumienie:
»Boże! zbaw ludzi z tej matni!
To nędza zlewa ród bratni
Wstrętną topielą!...«

»A cud to, słodki Jakóbie« —
Synowa rzecze —
»Że, jak na własnej tu hubie,
Owa starota wciąż gnije,
Niechby też »na chleb« poszedł do córeczki;
Jak kołek zgniły,
Tak on już na nic!
Ślepe to prawie, z pastwiska
Nawet krowiska
Do domu przygnać nie umie!
Hej! kawał psiska
Nad bydłem w polu trzyma lepszą pieczę,
W lepszym od szkody rozumie
Pewnie-ć ustrzeże...«
»Ba! wierzę! wierzę.
Lecz dziś... grzmi, słyszysz, deszcz bije!«
»Te kilka granic?
Przecież nie leje, jak z beczki,
A zresztą jeszcze się steczki
Nie zatopiły!«

»A otwórz, córo jedyna!
Ojca wygnali!
Północna prawie godzina,
Ja-ć nagi, trzęsę się cały,
Jak ze zmokłego gadu, ciecze woda!«
»Ty psi kadłubie!
Widzisz, przybyłeś?!...
Nasza chałupa za nizka!
Wszystko do pyska