Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
122
JAN KASPROWICZ

»Patrzajcie! człowiek to gołą
Zaledwie skórę okryje,
A on to czysto, jakby dyabeł jaki
Ścielał mu łoże,
Na groszach leży!«
Lub, że mu »Król« jest z nazwiska,
Tłuką ludziska
Jakby po owem kowadle,
Co iskry ciska:
»Huk! huk! Tu człowiek każdziutki się biedzi,
I skwarka nie ma w swem jadle,
A Król to zasię
Cały w okrasie —
Jak król prawdziwy tak żyje!
Ale-ć swych pierzy
Różne już zbyły się ptaki:
I Król z torbami w żebraki
Także pójść może!«

Weszło-ci w grzbiet i Stachurze
To królowanie;
Więc raz jedynej swej córze
I synalowi, co smagle,
Niby za ojcem, wyrósł, jak ten jary
Białak za płotem,
Gładząc, poszepnie:
»Gną się człekowi pleczyska,
Snać śmierć już blizka,
O królewięta wy moje,
Moje dzieciska!
Nie długo dusza przy matusi stanie:
Czas już, abyście oboje
Snać pomyśleli
O swej kądzieli
I swoim pługu, nim nagle
Krew ta zakrzepnie;
Co ma, to odda wam stary,