Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
83
NA ROZDROŻU

Jakem potrzaskał to szafsko w chałupie,
Że tydzień pewnie zbierałbyś kawałki!
A wy, karczmarko,
Wlejcie tej rybce,
Co wej! na łokciu mi leży,
Kieliszek świeży!
Szparko
Żyć już nie warto!... Graj dalej,
Ty trupie!«

I w tany
Z rudą się Kaśką potoczy,
To tupnie nogą,
To rzeźko wyskoczy,
Aż mu się w górę podwieje
Skrzydło sukmany.
Za nim tłum chłopów, jak dęby,
Dziewek pękatych, jak nadrzeczne wierzby,
Gdy wiatr się z niemi rozpasał, szaleje...
A lampka mała,
Szczerząc swe zęby
Z paszczęki mglistych odorów,
Jak z cieni borów
Szczerzą się blade w miesiącu paprocie,
Lała
Światło po dzikiej ochocie
Tej ciżby.

Więc pije
Kropelki potu z parobków
I onych dziewek, podobnych do snopków —
Liże ten szał, co im zlewa
Czoła i szyje,
Rozczerwienione, jak cegły,
Które zrosiły drobne łzy deszczyka,
To nagie łokcie, jak gałęzie drzewa,
Chwyta dziewczynom